wracam?

Czyżbym jednak zdecydowała się wrócić do blogowego świata?
Sama sobie na to pytanie nie potrafię jeszcze odpowiedzieć. Nie mam za wiele czasu dla siebie, a co dopiero mówić o prowadzeniu bloga.
Tutaj potrzeba regularnych wpisów. A u mnie to słowo (regularność) nie istnieje.

Co się zmieniło?
WIELE!
Mój syn ma prawie DWA LATA! Ja kończę studia - jestem na etapie pisania prac magisterskiej, ale jak widać łapię się wszystkiego, by odwlec jak najbardziej godziny które muszę spędzić nad pisaniem jej.

Może znów za jakiś czas zapomnę o tym blogu. Może założę nowy. Z własnym hobby. Tak, mam takie - sama nie wiedziałam jak się do niego wziąć, ale póki co, wszystko co robię, to tylko DOMOWE ZACHCIANKI - piekę babeczki. CUPCAKE's. Wciąż wyszukuję nowych przepisów i serwuję je moim domownikom. Chciałabym strasznie mieć własną cukiernię z tymi łakociami, ale póki co, to tylko marzenia. Ale wierzę w to, że kiedyś je spełnię!

mówię WITAJ monotonni.

Czasem mi się wydaje, że moje życie jest monotonne, a każdy dzień taki sam. Wstaję codziennie rano niewyspana – mój trzymiesięczny synek mi nie pozwala nacieszyć się tak cudowną i prostą czynnością, jaką jest spanie – zaznaczę, że w zasadzie każdego dnia o innej godzinie, w zależności jak Maluch sobie wymyśli - i robię dla Niego mleko. Karmienie, odbicie i noszenie jeszcze przez chwilę. Niestety nie zawsze się udaje, że moje Szczęście zaśnie ponownie, więc udaję się w kapciach (bądź też, gdy jest ciepło zostawiam je zwyczajnie pod łóżkiem) do tak zwanego Dużego Pokoju i tam zaczynamy z Synkiem rozmawiać. Szybko mijają dwie godziny i czas na kolejne karmienie. Do dziś nie wiem jak taki mały człowieczek idealnie wymierza czas między posiłkami. Co do minuty! Kolejne karmienie, odbicie i jeśli dopisze mi szczęście – drzemka Malucha.
Nadchodzi czas „dla mnie”. „Dla mnie” oznacza szybkie śniadanie (przeważnie skromna miseczka płatków, bo jak większość kobiet, jestem przecież na diecie!), ubranie się w domowe fatałaszki, pościelenie łóżka, szybki porządek w kuchni, dodatkowo może uda mi się wejść do łazienki i zrobić pranie – zakładając, że Szkrab śpi wciąż snem twardym i niczym niezakłóconym. I w zasadzie powoli zbliża się czas, kiedy to Tobi (krótsza wersja imienia Tobiasz) ponownie otwiera oczka i domaga się napełnienia brzuszka. Jeśli dopisze mi szczęście, zdążę mu podąć jakiś owocek ze słoiczka, a jeśli nie, to niestety musi się On zadowolić mlekiem. Potem odbicie i chodzenie po mieszkaniu i zagadywanie małego, by ten zwyczajnie w świecie się nie nudził.
Kiedy koło godziny siedemnastej dom rozbrzmiewa głosem nie tylko małego dziecka, ale także mamy oraz narzeczonego, odczuwam wielką radość i przypływ nowej energii. Czasem uda mi się w godzinkę uszykować dla nich jakiś obiad, wtedy oni zajmują się Maluchem, by po chwili wcinać ciepły posiłek, uśmiechając się z zadowolenia. Nie zawsze jednak są pomysły na wielkie dania, więc zadowalamy się czymś szybkim i prostym, jak ryż z sosem z paczki, czy zwyczajnymi tostami z serem. Na całe szczęście nikt nie narzeka na taki styl życia.
Zanim się obejrzę dochodzi osiemnasta, a w porywach nawet dziewiętnasta i wybieramy się na spacerek z Tobim. Minimum godzinkę nas nie ma. Chcemy żeby nasz Synek zażywał jak najwięcej świeżego powietrza. Potem oczywiście kąpiel, kolejne karmienie, odbicie i pogaduchy. Kiedy koło godziny dwudziestej drugiej, bądź w porywach dwudziestej trzeciej, Maluch idzie spać, czuję się totalnie zmęczona. Niby nic wielkiego i męczącego fizycznie nie robiłam, ale zajmowanie się domem i malutkim dzieckiem w rzeczywistości nie jest takie łatwe, jakby się na pierwszy rzut oka mogło wydawać.
Kiedyś myślałam, że to pikuś i każdy sobie da z tym radę. Teraz wiem, że rzeczywistość jest inna. Cieszę się z takiego życia, jakie mam, ale nie ukrywam, że momentami i mi przydałaby się jakaś odmienność. Cieszą mnie wyjścia (sporadycznie niestety) na zakupy w centrum, wizyty znajomych, wyjazdy do kina czy na zwyczajną kawę. Staram się tymi chwilami cieszyć, jak tylko mogę, by w ten sposób naładować sobie akumulator na kolejny tydzień „kury domowej”.
W obecnym czasie dodatkową „rozrywką” są dla mnie przygotowania do ślubu. Nie mogę się tego dnia doczekać. Mamy z Mariuszem wielką nadzieję, że to, co zaplanowaliśmy sobie, wypali i nie będziemy żałować niczego, w co zainwestowaliśmy.

Tymczasem uciekam szykować się do spania, by jutro od nowa zacząć zmagania z Dniem Codziennym.
Dobranoc!

witaj e-świecie!

Po co kolejny blog?
Kaprys! Taki ot, dla zabawy. Bawi mnie zmiana szablonu, dodawanie linków i czytanie komentarzy.
Poza tym, podoba mi się uczucie, kiedy otwieram stronę przeglądarki internetowej i z niecierpliwością czekam aż załaduje się strona z moim zapisanymi myślami.
O czym tu będę pisać, to nie mam pojęcia.
O życiu codziennym. Radościach i smutkach. Powodzeniach, jak i porażkach. Miłości i rozczarowaniu.
Wszystkie te emocje składają się w jedno - MOJE życie. Teraz już nie samotne. Mam dwie osoby, które dodają mu smaku i aromatu.
Czekoladowego smaku.
Smaku, za którego jestem w stanie zrobić wszystko. Mogę i chcę go próbować całymi garściami.
I tak zrobię i robić będę.

Obserwatorzy

O stronie

CYTAT DNIA:
Tamci mogą mnie co najwyżej zabic.
Ty możesz mnie zostawic.
To gorsze niż śmierc!

Archiwum